Nissan President – sesja z dreszczykiem emocji

Pewnego sierpniowego dnia odezwał się do mnie Szymon, z pytaniem, czy nie zrobiłbym paru zdjęć jego samochodu. Zwykłe zapytanie nie zwiastowało tego, z jakim autem będę miał do czynienia. Gdy przysłał mi pierwsze zdjęcie – nie byłem pewien czy to poważna propozycja czy żart…

Zwykły Nissan President jest u nas w zasadzie nieznany. Trudno się dziwić, ponieważ ten topowy sedan Nissana był sprzedawany właściwie wyłącznie w Japonii, a w latach 1965 – 2009 wyprodukowano zaledwie 56 000 egzemplarzy. Jakie są więc szanse spotkać Presidenta w zabudowie funeralnej? Jeśli mieszkacie w okolicy Krakowa, to stosunkowo wysokie!

Nissan President

Trochę historii

Pierwsze Presidenty pojawiły się na rynku w 1965 r. Egzemplarz Szymona pochodzi z 1988 roku i jest to druga generacja, oznaczona jako H250. Pod maską pracuje 4,4-litrowe V8, sprzężone z 3-biegową automatyczną skrzynię biegów. Zaskakuje niezwykła kultura pracy tego motoru, nie spodziewajcie się bulgotania rodem z amerykańskich muscle carów. Tutaj ma być elegancko i dystyngowanie, w końcu ten wóz powstał, aby wozić cesarza (do czego jednak nigdy nie doszło). Drewniana, ręcznie zdobiona zabudowa wygląda na masywną, ale waży około 350 kg i nie sprawia problemów 201-konnemu silnikowi. Swoją drogą nikt raczej tym autem nie rozwijał dużych prędkości.

Nissan President
Nissan President wskaźniki

Nissan President – znajdź mi tu dobre miejsce na zdjęcia…

Nie lada wyzwaniem było znalezienie miejsca na zdjęcia. Właścicielowi zależało na brutalistycznym tle – surowe, betonowe ściany dobrze kontrastowałyby z bogatymi zdobieniami. Próbowaliśmy uzyskać oficjalną zgodę Muzeum Lotnictwa (ich nowy gmach wygląda świetnie) oraz Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie – bez sukcesu. Nikt nie chciał być kojarzony z karawanem. Zastanawiałem się też nad bardziej „cmentarną” miejscówką, ale ostatecznie porzuciłem ten pomysł – buddyjski karawan raczej średnio komponuje się z katolickimi nekropoliami. Ponieważ zrobił się wrzesień, a uzyskanie odpowiedzi ze wspomnianych instytucji trwało już dosyć długo, postanowiliśmy działać tam, gdzie możemy. Pojechaliśmy na parking przed Tauron Areną – sporo miejsca i betonowa ściana przy podjeździe wystarczyły, aby uzyskać satysfakcjonujący nas efekt. Później przenieśliśmy się to tunelu w Ruszczy, a dokładniej do jego nieużywanej nitki i dopiero się zaczęło…

Lepiej nie gaśmy światła

Zanim dotarliśmy na miejsce zrobiło się już ciemno. Zrobiliśmy 3 ujęcia w technice lightpaintingu, ale tę sesję zapamiętam do końca życia. Wyobraźcie to sobie – całkowicie ciemny, zapuszczony betonowy tunel. Zarośnięty wjazd, asfalt (o ile jeszcze jakiś został) przykryty grubą warstwą zaschniętego błota. Słychać tylko szum aut jadących sąsiednią nitką tunelu. Nad naszymi głowami latają nietoperze, a my robimy zdjęcia pogrzebowego pojazdu, który przewiózł zapewne setki zmarłych. Dodajcie do tego charakterystyczny zapach tego auta i wyobraźnia zaczyna podsuwać różne ciekawe pomysłu. Instynkt mówi: „ekhm, przepraszam, ale może lepiej stąd pojedziemy?!”

fot. Szymon Mitka

Jednak zostałem. Ze zdjęć jestem zadowolony – zresztą, sami to oceńcie!

Zostaw komenatarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *